Nowości kosmetyczne miesiąca – Październik

Zanim się obejrzałam, a już prawie minęła pierwsza połowa listopada! Najwyższy więc czas na podsumowanie października! Zobaczcie co nowego pojawiło się w mojej kosmetyczce w ubiegłym miesiącu!

 

Perfumy COCO MADEMOISELLE – CHANEL

nowosci kosmetyczne

Kiedy pierwszy raz poczułam zapach Chanel Coco Mademoiselle, miałam mieszane uczucia. Wierna J’ADORE Dior nie dopuszczałam do swoich myśli, że mogę go zastąpić innym zapachem. Jednak, po pierwszej aplikacji próbki otrzymanej podczas zakupów w Sephorze, nie mogłam przestać o nim myśleć. Długo utrzymujący się zapach na moim nadgarstku przypominał o sobie przy każdym ruchu ręki.

Zapach intensywny, typowy dla zapachów CHANEL, tym razem świeży i orientalny.

„Dla nowoczesnej kobiety, której zmysłowość i sukces uzupełniają się.”

  • Nuty głowy: sycylijska pomarańcza, kalabryjska bergamota.
  • Nuty serca: róża, orientalny jaśmin.
  • Baza: indonezyjska paczula, haitańska wetyweria, wanilia z Réunion, białe piżmo.

Puder prasowany Yves Saint Laurent – Poudre Compact Radiance

04

Przyznam się, że był to zakup całkowicie spontaniczny (ah, te promocje w Sephorze…). Już od paru lat jestem wielką fanką produktów do makijażu Estee Lauder, więc nigdy nie interesowałam się marką YSL (oprócz klasyku francuskiego makijażu – korektora YSL – Touche Eclat, oczywiście). Jednak, kiedy podczas poszukiwań pudru prasowanego nie znalazłam odpowiedniego na półkach Estee Lauder, a Chanel – Les Beiges Poudre Belle Mine Naturelle , w którego zgrabnym kremowym pudełeczku zakochałam się od pierwszego wejrzenia (tak, opakowanie kosmetyków jest dla mnie bardzo bardzo ważne!), był dla mnie za ciemny, polecono mi puder Yves Saint Laurent. Szybko, naprawdę bardzo spontanicznie, zdecydowałam się go wypróbować. Podczas powrotu do domu biłam się z myślami, czy aby na pewno były to dobrze wydane pieniądze. Aż do następnego poranka, kiedy to moje wszelkie obawy zniknęły, kiedy użyłam go przy porannym makijażu. Zakochałam się! Niezwykle delikatny, na pierwszy rzut oka niewidoczny, idealnie wykańcza makijaż, sprawiając, że twarz staje się jeszcze bardziej promienna, a makijaż wygładzony. Na pewno napiszę o nim osobny post.

Clarins – Eclat du Jour

06

Na początku października miałam urodziny, więc był to dla mnie miesiąc pełen kosmetycznych (i nie tylko) prezentów. Jednym z nich był zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych Clarins – Eclat du Jour. Zestaw zawierał trzy produkty – pełnowymiarowy krem do twarzy na dzień oraz dwa miniprodukty: żel do twarzy i tonik. A to wszystko w uroczej białej kosmetyczce. Od razu chciałam wypróbować nowości, więc „na chwilę” odstawiłam mój dotychczasowy krem i żel oczyszczający. I ta „chwila” trwa nadal. Na razie nie mam zamiaru powracać do moich wcześniejszych kosmetyków.

Nigdy nie spotkałam się z tak lekkim i delikatnym kremem do twarzy, który wchłania się błyskawicznie i pozostawia twarz idealnie miękką i gotową do nałożenia makijażu. Podobnie żel oczyszczający – jest delikatny i nie podrażnia, nie poczułam w nim też nawet odrobiny alkoholu. Jedynie niestety tonik mi nie do końca podpasował. Moja cera jest bardzo wrażliwa i skłonna do uczuleń, więc nawet tak delikatny tonik był dla mnie za mocny (jednak znalazłam już swój ideał! Ale o tym w innym poście ;)).

Maska Origins Drink Up Intensive

nowosci kosmetyczne

O marce Origins jest coraz głośniej na polskim rynku. A to przede wszystkim za sprawą Martyny Wojciechowskiej, która została ambasadorką tej „podróżniczej” marki kosmetycznej. Ja odkryłam markę już jakiś czas temu w Sephorze. Jednak, w związku z tym, że nie stosowałam wtedy innych masek, prócz tych z Tołpy (które nadal bardzo polecam!), trochę bolała mnie myśl o wydaniu tak dużej kwoty na tubkę maski. Jednak po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii na temat produktów coraz częściej myślałam o jej wypróbowaniu.

Decyzja została podjęta, kiedy podczas pobytu w Łodzi odkryłam, że otworzono tam nowy sklep Origins (drugi w Polsce)! Pozytywnie zaskoczona od razu tam pobiegłam  zapominając o wszystkich argumentach, które wcześniej powstrzymywały mnie przed zakupem. Do tego, obsługa w sklepie była idealna (Origins, gratuluję Sprzedawcy i gratuluję szkoleń. Sama chętnie bym w takich uczestniczyła :P) – wytłumaczono mi działanie każdego z kosmetyków i jego składników, a także opowiedziano o filozofii marki. Do tego to indywidualne podejście do klienta i pomoc w doborze kosmetyku. Super!

Zdecydowałam się na bestseller marki – zieloną nawilżającą maskę na noc – Origins Drink Up Intensive. I… nie napiszę o niej nic więcej – dowiecie się więcej w kolejnym poście 😉

Ministerstwo Dobrego Mydła – Hydrolat różany

nowosci kosmetyczne

Hydrolat różany marki Ministerstwo Dobrego Mydła wypatrzyłam już dawno temu, jednak nigdy nie mogłam się zebrać, żeby go zamówić. Wreszcie postanowiłam go wypróbować. Hydrolat dostępny jest w szklanej 50ml buteleczce z wygodnym atomizerem ułatwiającym aplikację. Tak, jak wspomniałam, mam bardzo wrażliwą skórę, więc hydrolat stosuję za każdym razem, kiedy poczuję pieczenie skóry, na przykład po zastosowaniu nieodpowiedniego kosmetyku lub przy innym podrażnieniu. Działa idealnie. Skóra szybko zostaje „wyleczona”, a obrzęki (również te wokół oczu) szybko znikają. Polecam!

***

Jak Wam się podobają kosmetyki, które wybrałam do październikowego podsumowania? Używacie któregoś z nich? A może polecicie jakieś inne kosmetyki?

Piszcie śmiało w komentarzach i czekajcie na kolejne posty, w których dokładnie opiszę niektóre z nowości!

Buziaki!

xxx