bykiki-interior-decor-6

3 designerskie krzesła, które zmienią każde wnętrze

Designerskie krzesła i fotele to moja skryta miłość. Uwielbiam ich kształty, kolory i formy. Moim małym marzeniem jest ogromny kuchenny stół, a przy nim krzesła charakteryzujące się różnymi stylami. Niestety na chwilę obecną jest to dla mnie marzenie ciężkie do zrealizowania – wynajmowane mieszkanie częściowo umeblowane nie daje zbyt dużego pola do manewru.

Jednak nikt mi nie zabroni marzyć, w związku z tym chciałabym Wam zaprezentować trzy moje ulubione krzesła, które może kiedyś uda mi się zdobyć. Jeśli oczywiście pozwoli mi na to przestrzeń i… portfel (bo, niestety, marzenia nie znają ograniczeń cenowych ;)).

  1. krzesło Eames

eames

Która z Was nie kojarzy tego krzesła? Obecnie możemy je spotkać niemal na każdej aranżacji w stylu skandynawskim. Jednak wcale nie dziwi mnie to uwielbienie dla tego krzesła, ponieważ u mnie też ona wskakuje na pozycję numer jeden na mojej liście. Uwielbiam to krzesło! Nie mogę się napatrzeć na zdjęcia kuchni czy jadalni, w których krzesło Eames pełni główną rolę!

hege

Kto stoi za tym niepowtarzalnym dziełem? Twórcami tego niezwykłego krzesła było małżeństwo amerykańskich designerów – Charles Ormond Eames, Jr (1907–1978) i Bernice Alexandra „Ray” Eames (1912–1988).

Charles Eames studiował architekturę na Uniwersytecie Waszyngtona w St. Louis, a w 1930 roku otworzył swoje pierwsze biuro projektowe. W 1940 roku wygrał pierwszą nagrodę w konkursie „Organic design and Home Furnishings” zorganizowanym przez MOMA – Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku.

Ray Eames studiowała malarstwo pod okiem Hansa Hofmanna aż do 1937 roku. Zaraz po tym pokazała swoje prace na pierwszej wystawie grupy amerykańskich abstrakcjonistów w Riverside Museum w Nowym Jorku, dzięki czemu w 1940 roku dostała się do Cranbrook Academy of Art, gdzie poznała swojego przyszłego męża – Charlesa.

Małżeństwo zaprojektowało wspólnie niezliczoną ilość mebli, które zyskały później miano ikon designu. Obecnie ten charakterystyczny styl amerykańskich projektantów nazywany jest designem Eamsów i jest obecny w wielu aranżacjach nawet współcześnie.

bykiki-interior-decor-6

4716817609453005998966

2. Model A, Tolix

Kolejnym krzesłem, którego nie mogło zabraknąć w moim zestawieniu jest Model A francuskiej marki Tolix, zaprojektowany przez Xaviera Paucharda.

Xavier Pauchard był pionierem galwanizacji we Francji, specjalizującym się w produkcji mebli z cynkowanej blachy. W 1927 roku ten francuski wizjoner założył firmę Tolix, w której to 7 lat później, w 1934 roku, stworzył swoje najsłynniejsze dzieło – krzesło model A.

Model A stał się ikoną stylu industrialnego i do dzisiaj można je znaleźć w wielu aranżacjach, nie tylko tych surowych, industrialnych. Często wykorzystywane jest do nadania charakteru zbyt minimalnemu wnętrzu czy też do „ochłodzenia” go.

Kök66

5459192e61fb0$!x900

metal_home_accessories_design_interior_example_pl-7

metal_home_accessories_design_interior_example_pl-11

3. Krzesło Butterfly

Kolejnym klasykiem, który niewątpliwie musiał znaleźć się na tej liście jest krzesło Butterfly. Jego pierwszy egzemplarz został stworzony w 1938 roku w Buenos Aires przez firmę architektoniczną Austral Group, a dokładnie przez architektów  Jorge Ferrari Hardoy, Juan Kurchan oraz Antonio Bonet. Stąd krzesło to nazywane jest również BKF chair.

l_30106bk24

Obecnie krzesło to produkowane jest przez wiele firm, jednak produkty najlepszej jakości nadal pochodzą z kraju tego mebla, czyli z Argentyny. Najbardziej rozpoznawana i wielokrotnie nagradzana wersja dostępna jest w sklepie Big BKF Buenos Aires

To oryginalne, lekkie i niezwykle komfortowe krzesło pasuje niemal do każdego rodzaju wnętrz. Zobaczcie same:

6a00d8358081ff69e201b8d07cbc31970c-800wi

scarves_01

Nicole4

cr_141121_catjac_29-EK18cJ879rdYLTtTnpGxNg

12-nordic-design

designerskie krzesła

Mogłabym tak wymieniać bez końca. Jednak postanowiłam Wam tu przybliżyć trzy klasyki, które każda z nas powinna znać.

Zajrzyjcie na mój profil Pinterest, gdzie znajdziecie więcej inspiracji z krzesłami w roli głównej.

CHAIRS

A Wy? Czy dla Was także krzesła mają szczególne znaczenie we wnętrzach? Oczywiście nie chodzi mi tylko o zastosowanie praktyczne :) 

O jakich jeszcze klasykach designu zapomniałam? Jakie są Wasze ulubione designerskie krzesła?

Czekam na Wasze komentarze! 

Buziaki! 

Ew.

prezenty

15 pomysłów na kobiece prezenty

Dokładnie za sześć będziemy zasiadać do wigilijnego stołu. Zapewne większość z Was ma już udekorowane domy, kupione prezenty i upieczone pierniczki… A może nie? Jeśli chodzi o mnie, to, mimo że wyrabiam się dużo lepiej niż we wcześniejszych latach, to nadal potrzebowałabym przesunąć datę Świąt przynajmniej o tydzień, żeby ze wszystkim zdążyć bez problemu.

Sześć dni do Świąt oznacza również bieganie po sklepach (lub coraz częściej przekopywanie Internetu) w celu znalezienia brakujących prezentów. A czy podczas tego szaleńczego pościgu nie zapomniałyście o… Was samych? Pamiętajcie, że w Waszych oczach powinnyście być równie ważne co Wasi bliscy!

Poniżej przedstawiam Wam kobiecą listę prezentów. Mam nadzieję, że uda Wam się z niej wybrać coś dla siebie. Ja biorę wszystko!

prezenty

  1. Półkule kąpielowe, Ministerstwo Dobrego Mydła

156-unnamed-2

Jedno z moich najnowszych odkryć. Produkty wyglądają cudownie, nie wiem czy jest to zasługa fotografa czy samych produktów :) Choć wierzę, że chodzi tu o produkty. W ofercie sklepu znajduje się na razie jedynie sześć zapachów, jednak liczę, że sklep się wkrótce rozwinie! (na zdjęciu półkula nagietkowa, ale wybrałam ją przez przypadek, bo marzę o wypróbowaniu wszystkich zapachów).

2. Masło Shea, Ministerstwo Dobrego Mydła

190-shea

Masło Shea z tego samego sklepu. Niezbędnik w każdej łazience. Jest głównym składnikiem wielu kosmetyków. Ale można go użyć również „indywidualnie”. Intensywnie nawilża, jest w stu procentach naturalny (Ja na przykład wykorzystuję go jako pomadkę nawilżającą do ust). I jeszcze do tego ma świetne minimalistyczne opakowanie!

3. Perfumy Dior J’adore, Sephora

6205536339941110249

Mój ukochany zapach! I jeden z klasyków perfum. Niezwykle delikatna kwiatowa kompozycja, elegancki, a jednocześnie bardzo długotrwały. W wersji podstawowej idealny na dzień, w wersjach bardziej intensywnych będzie pasował również do wieczorowej kreacji.

4. Zegarek Micheal Kors, Swiss

thumbnail

Uwielbiam zegarki Micheala Korsa. Co chwilę zachwyca mnie inny model. Ale niezmiennie chodzi o „męski” typ ze stalowym paskiem. W tym momencie idealne jest dla mnie różowe złoto. Czyż nie jest piękny?

5. Prostownica GHD, Hairhouse

ghd

Jest idealna! Nie będę opisywać technicznych szczegółów tej prostownicy, bo o tym możecie przeczytać na stronie sklepu. Powiem tylko, że rozgrzewa się w pół minuty, nie pali włosów. Dodatkowo nawet samo jej opakowanie zachwyca. Tutaj w wersji limitowanej, jednak mogę Was zapewnić, że „zwykła” wersja jest równie dobra.

6. Marmurowa deska, DecorOlka

szesciokatna-deska-marmurowa

Wyobraźcie sobie niedzielny zimny poranek. Nie macie ochoty wstawać z łóżka, marzycie jedynie o mocnej czarnej kawie pięknie podanej. Ta deska/taca może spełnić to marzenie. Prześliczna, o delikatnym wzorze. Marzenie każdej miłośniczki skandynawskiego wzornictwa.

7. Zestaw kosmetyków Estee LauderDouglas 

el_sku_RC0F01_558x768_0

Ten tusz do rzęs wybrałam już dawno temu. Mimo bardzo dużej szczoteczki jest bardzo wygodny w aplikacji, bardzo pogrubia i wydłuża rzęsy. Jest idealny na każdą porę dnia i nocy.

Jeśli chodzi o kredkę, to osobiście miałam bardzo duży w problem w znalezieniu kredki, która utrzyma się na moich oczach dłużej niż godzinę. Kredka Estee Lauder była strzałem w dziesiątkę. No może w dziewiątkę. Do ideału brakuje jej jeszcze tylko troszeczkę.

W tym zestawie dodatkowo dostajemy kosmetyczkę i odżywkę do rzęs (nie jest biała, jak większość odżywek, tylko czarna, co jest jej dużym plusem).

Zestaw jest naprawdę wart polecenia. Sama maskara w cenie regularnej kosztuje 145 złotych, a kredka 90 złotych. Tutaj za cały zestaw (z odżywką i z kosmetyczką!) płacimy tylko 145 złotych!

8. Pędzel do podkładu, MAC

M45R01

Chyba nie muszę nikomu przedstawiać tych kultowych pędzli do makijażu. Są po prostu idealne! A przynajmniej tak słyszałam, bo niestety jeszcze nie udało mi się stać ich szczęśliwą posiadaczką. A szkoda!

9. Szklane pudełko, AgnethaHome

a74aadb15bd5af7a0198dc77c682e328

Agnetha jest osobą wybitną! Podobno każde swoje dzieło tworzy od początku do końca sama własnoręcznie. Wszystkie jej produkty są wykonane z największą precyzją, są piękne i ślicznie wyglądają w każdym wnętrzu. W prezencie na urodziny dostałam pudełko (zajrzyjcie na mój profil na Instagramie), jednak marzą mi się kolejne. Tak jak w przypadku pierwszej propozycji prezentowej, produkt wybrałam przypadkowo, bo nie ma rzeczy, która u Agnethy nie zachwyca. Zobaczcie same!

10. Dior J’adore, L’or Essence de Parfum, Douglas 

Dior-J_adore-L_or_Essence_de_Parfum

Kolejny produkt z gamy Dior „J’adore”. Najbardziej intensywna i najtrwalsza wersja perfum. Wystarczy kropla, żeby na długo podtrzymać podstawowy zapach „J’adore”. Cudne rozwiązanie!

11. Etui do Iphona Jean Paul Gaultier, Amazon

31yoA-FzdTL

Pierwszy raz to etui zobaczyłam na blogu Fashionelki. Niestety mimo długich poszukiwań, nie znalazłam odpowiednika na mojego Samsunga S5. Żałuję strasznie, ale polecam wszystkim posiadaczkom Iphone’a.

12. Krem do rąk, l’Occitane

P

Kolejny produkt z niezastąpionym masłem Shea. Intensywnie nawilżający (ale nie tłusty i nie klejący się) i bardzo wydajny (mam go już jakieś 2 czy 3 miesiące, a zużyłam może połowę). Tak jak samo masło shea, jest to niezbędnik w każdej łazience. A w wersji mini również idealny do damskiej torebki.

13. Hydrolat z Róży Damasceńskiej, Ministerstwo Dobrego Mydła

342-vsco-photo-4-2

Produkt do wszystkiego. Najlepiej będzie, jak przytoczę opis ze strony sklepu:

„Doskonale tonizuje, zmywa makijaż i odświeża zmęczoną cerę co sprawia, że w codziennej pielęgnacji idealnie zastępuje wodę z kranu. Łagodzi obrzęki wokół oczu. Doskonale nawilża, wykazuje działanie antyseptyczne, lekko napina skórę delikatnie wygładzając zmarszczki. Dba o skórę suchą, naczynkową.”

Zamawiam bez wahania!

14. Kubek House of Rym, DecorOlka 

kubek-tu-es-la-vague-czarny (1)

Idealny dodatek do marmurowej deski, o której pisałam w punkcie szóstym. Tak, jak już w przypadku kilku wcześniejszych propozycji, ciężko mi było wybrać tylko jeden produkt z kolekcji House of Rym. Zobaczcie same! Ta porcelana zachwyca wzorami i kolorami. Cudnie rozpogodzi każdy zimowy dzień.

15. Okulary, Ray Ban

805289602057_shad_fr

Klasyk. Modne już od kilku sezonów, niezastąpione „aviatorki”. Ja wybrałam złote z zielonymi szkłami. Uwielbiam też złoto brązowe. A Wy, który model wybieracie?

Ufff… Dobrnęłyśmy do końca. Mam nadzieję, że Was zainspirowałam.

A Wy już wybrałyście swoje prezenty? 

Buziaki!

Ew.

SlowFashion171115002

Slow Fashion. Modowa rewolucja. – czyli dlaczego mniej może oznaczać więcej

SlowFashion171115002

Czyli o tym, jak mniej może oznaczać więcej.

Przyznam szczerze, że jeszcze parę miesięcy temu nie miałam pojęcia kim jest Joanna Glogaza i nie wiedziałam o istnieniu jej bloga. Dopiero podczas przeglądania przypadkowych blogów modowych natknęłam się na wzmiankę o jej książce. Książka „Slow Fashion” jest poradnikiem dla wszystkich, którzy mają problem z uporządkowaniem swojej garderoby. Zrozumiałam, że tego właśnie potrzebowałam.

O zjawisku slow fashion nie wiedziałam zbyt wiele. Pierwszy raz przeczytałam o nim w książce innej blogerki – Jennifer L. Scott – pt. „Lekcje Madame Chic” (sądzę, że jeszcze nie raz wrócę do tej pozycji). Amerykańska autorka sugeruje ograniczenie swojej szafy do dziesięciu części garderoby na każdy sezon. Jednak niestety nie precyzuje, jak mamy tego dokonać. W mojej głowię kłębiły się pytania –  jak to możliwe? Przecież więcej ubrań to więcej możliwości, a ograniczenie się do dziesięciu ubrań sprawi, że moje stroje staną się nudne i monotonne!

Czy na pewno? Joanna Glogaza odpowiada w swojej książce na wszystkie dręczące nas pytania i wątpliwości. Tłumaczy, że nie chodzi o ograniczenie wielkości swojej garderoby do określonej liczby ubrań, jednak do takiej ilości, która jest nam potrzebna i dzięki której będziemy czuć się naprawdę dobrze.

SlowFashion171115001

Oczywiście nie mam zamiaru zdradzać Wam szczegółów (co byłoby również nie lada wyzwaniem, bo Asia porusza niezliczoną ilość kwestii dotyczących wyboru garderoby), jednak powiem, że dzięki lekturze tej książki inaczej spojrzycie na swoją szafę i na to, co tak naprawdę nosicie. Blogerka radzi jak dokonać selekcji ubrań, jak dobrać odpowiednią bazę i na co zwracać uwagę przy zakupach. Autorka zebrała w jednym miejscu masę niezbędnych informacji, których znalezienie trwałoby wieki!

Dodatkowo, książka została napisana bardzo lekkim i przystępnym językiem, dzięki czemu łatwo przyswaja się wszystkie te wiadomości. I po chwili wszystko staje się takie logiczne!

Rada ode mnie!

Podczas lektury róbcie notatki albo zaznaczajcie interesujące fragmenty. Tak, jak wspomniałam wcześniej – Asia zawarła w książce bardzo dużo  informacji i wskazówek, o których warto pamiętać. Ja niestety tego nie zrobiłam, więc niedługo ponownie zabiorę się za czytanie. Tym razem już z kartką i długopisem, po kolei stosując rady Autorki.

 

Slow life – nowy sposób na życie?

photo-1423483641154-5411ec9c0ddf

Ostatnio coraz więcej słyszymy o trendzie slow life. Co to znaczy? W sieci możemy znaleźć niezliczoną ilość informacji na ten temat. Istnieją blogi, książki, czasopisma, a nawet poradniki i szkolenia dotyczące tej filozofii. O co chodzi? Slow może być wszystko. To, jak spędzamy czas ze znajomymi czy z rodziną, to, co i gdzie jadamy, jak spędzamy wolny czas, jak pracujemy, jak się ubieramy, a nawet, jak wychowujemy dzieci.

Jeszcze do niedawna w Polsce i na świecie panował trend bycia wiecznie zabieganym. Musieliśmy pilnie pracować, najlepiej po godzinach, mieć masę dodatkowych zajęć, a przy tym jeszcze bywać w najpopularniejszych miejscach i czytać dziesięć książek i czasopism na tydzień. Wszystko po to, żeby być „na czasie”.

Jednak w końcu odczuliśmy przesyt.

Postanowiliśmy się zatrzymać.

Zaczynamy celebrować każdą chwilę, spędzać świadomie więcej czasu z rodziną, przyjaciółmi, czy z samym sobą. Zwracamy coraz większą uwagę na to czy jemy zdrowo, powinniśmy wybierać jedynie produkty ekologiczne, a najlepiej z własnego ogródka. Zarówno nasza szafa, jak i cały dom powinny być dobrze uporządkowane, pozbawione chaosu. Chcemy wystrzegać się częstych, szybkich zakupów, nie kupować pochopnie rzeczy, o których zapomnimy za tydzień czy dwa. Nasza praca, podróże, rozrywki powinny być pozbawione pośpiechu, by doceniać każdy moment, kodować go, tak by zachować jak najwięcej pozytywnych wspomnień.

Jak najbardziej zgadzam się z tymi wszystkimi aspektami. Jednak mam wrażenie, że przy każdym trendzie, ruchu czy nowej filozofii mamy skłonność do popadania w skrajności. Zamiast rzeczywiście cieszyć się daną chwilą, my próbujemy wszystko opisać, zaszufladkować, wyznaczyć reguły i zasady. Potrzebujemy jakiegoś pisanego potwierdzenia, że to co robimy, jest na pewno prawidłowe. Czy faktycznie żyjemy wg filozofii slow, eco, fast czy jeszcze innej.

Czy o to w tym chodzi? A może najzwyczajniej w świecie powinniśmy zapytać się samych siebie, czego chcemy? Rzeczywiście zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na swoje życie? I nie ważne czy w chwili obecnej modny jest slow life czy fast life, powinniśmy żyć w swoim tempie według swoich własnych wartości, bez względu na wyznaczone zasady czy reguły.

A Wy? Co sądzicie o coraz to nowych trendach panujących w naszym społeczeństwie?